Późnowieczorne dźwięki

Upały dalej trwają. Wczoraj pod moim blokowym oknem koszono trawę, a raczej to, co się kiedyś nazywało trawnikiem. Nie potrafię wytłumaczyć ani logicznie, ani romantycznie tego znęcania się na resztkami zieleni. Jak wytłumaczyć biurokratom z filozoficznym zacięciem, że jest to czyn barbarzyński, być może w aureoli prawa spółdzielczego, mieszkaniowego czy jakiegoś tam jeszcze. Trudno dyskutować z ludźmi, bez względu na ich stanowisko oraz tak zwane wykształcenie, skoro tylko oni mają rację. Dla nich dyskusja z urojonym poddanym jest stratą czasu. Przecież pełnią służbę. Trawa i natura nie dyskutują. Ich niszczenie i tak odczuwa, i odczuje człowiek.

Trwa Letni Festiwal Opery Krakowskiej. Już po raz 23. Na Dziedzińcu Arkadowym Zamku Królewskiego na Wawelu, w środę 26 czerwca koncert „Wielkie chóry wielkich oper”. Tytuł do zachłyśnięcia się, spełnienia oczekiwań, nie tylko artystycznego przeżycia. Rzeczywiście program wysmakowany, pełen przebojów muzyki poważnej, bo jak nie przeżywać solowych i chóralnych fragmentów „Aidy”, „Trubadura”, „Nabucco”, „Opowieści Hoffmanna”, „Carmen”, „Turandot” czy „Don Pasquale”.

W przerwie koncertu – przechodząc obok Kaplicy Zygmuntowskiej – usłyszałem panią, która znajomym mówiła: Patrzcie jak mieszkańcy mają w Krakowie dobrze. Taki widok. Wszędzie blisko. Historia na dotyk. Żal, że tu już nie mieszkam, tyle koncertów codziennie! Zazdrość i trochę żalu…Trzeba przyznać, że dzieje się w królewskim mieście wiele. Od wyboru głowa nie boli, najwyżej kieszeń.

Usłyszeć na żywo świetnie dysponowany Chór, Orkiestrę oraz solistów: Katarzynę Oleś-Blacha, Mariusza Godlewskiego oraz Tomasza Kuka to artystyczne i psychiczne doznanie.

Mam jedną uwagę, która mi psuła całość programu – niestaranne oświetlenie, bez koncepcji wykorzystania naturalnych walorów Dziedzińca Arkadowego. Przy matowym oświetleniu szare ściany połączone z krzywiznami arkad stawały się szare, wręcz przyciężkawe. Zaś oświetlenie hurtem – tła występujących – powtarzającymi się kolorami było – o zgrozo – bezbarwne estetycznie.

Warto nad tym popracować. Być może są jakieś ograniczenia techniczne, o których nie wiem, lecz warto pamiętać, aby uruchamiać wszystkie znaki teatralne ważna w takich wydarzeniach. Miałem wrażenie, że ściany są szare, poplamione, a piękne okna od ulicy Bernardyńskiej przywołują swymi cieniami nie tylko przeszłość.

„Tańce połowieckie” Aleksandra Borodina wieńczyły dzieło Chóru, który przygotował Jacek Mentel; Orkiestrę prowadził Tomasz Tokarczyk, a na deser – jak w programie zaznaczono słowo – wygłaszała Katarzyna Sanocka. Z taktem i piękną polszczyzną.

Jaki ma związek koszenie wyschniętej trawy z muzyką operową? Robią wrażenie. Koszenie beznadziei, drugie siły oraz optymizmu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s