„Nikt nie czuje się winnym”

Upał sprzyja mym lekturom wakacyjnym. Z konieczności zmuszony do ograniczenia aktywności czytam, czytam… Czasami są to powroty do tekstów już znanych i oczywiście nowych, mocno reklamowanych czy popularnych w szeptanej plotce środowiskowej.

Z ciekawością pogrążyłem się w lekturze reportaży Małgorzaty Rejmer „Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii”. Młoda laureatka wielu ważnych, nie tylko środowiskowo – nagród oraz nominacji dokonała ciekawego zabiegu. Nie tylko publicystycznego. Ciekaw byłem kondycji współczesnego reportażu politycznego młodej i dojrzałej warsztatowo autorki. Kilka podstawowych informacji: urodzona pod znakiem panny w roku 1985, mieszkająca przez kilka lat w Tiranie, polska reporterka. Absolwentka kulturoznawstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Ma już znacząca pozycję w naszej literaturze.

Albania jest ciągle zagadką. Mentalną po dominacji Wszechtowarzysza Komendanta Envera Hokhy oraz współczesnej – już po odsunięciu od wszechwładzy komunizmu. Oczywiście z pytaniami podstawowymi – dlaczego ten zwyrodniały system tak mocno tkwi w mentalności starszych Albańczyków? Jakież to mechanizmy nie pozwalają temu państwu na rozliczenie z przeszłością?

Przyjęcie formy groteski, hiperboli czy pozornej ironii w zasadzie odsłania – mimo grozy – istotę zjawiska. Tak! Zjawiska, wobec którego – jak świadczy historia XX wieku – większość państw milczy, pozornie reaguje dyplomatycznie, a jednak milczy wobec zbrodni ludobójstwa. I tego fizycznego, i moralnego, i psychicznego oraz socjalnego dna – nie chce zauważać w całej ostrości. . Ta piekielna operetka wciąż trwa na różnych scenach świata. Nosi tytuł „Bezkarność”, „Niepamięć”, „Bezczelność”, „Nasza demokracja”, „Rajska wolność”… Już można składać zasobne słowniki poświęcone językowi totalitarnemu, który ciągle jest wzbogacanym, a nie zubożany.

Rejmer dokonała w II części tomu sprawozdania, suchego opisu, pozornie ascetycznej relacji. Niektórzy mieszkańcy państwa – więzienia, obozu koncentracyjnego Albania – przeżyli. „Czerwoni paszowiegromadzili się w więzieniu na wspólne czytanie dzieł Hoxhy i podczas dyskusji utwierdzali się w przekonaniu o jego nieomylności, jakby wcale nie byli za kratkami. Wielu uważało, że całe to aresztowanie to wielka próba, przed którą postawił ich mądry przywódca, i że lada moment wyjdą na wolność. Nikt nie znał dnia ani godziny. Czerwona arystokracja miała z pewnością świadomość, że w każdej chwili mogą być o coś oskarżeni, osądzeni zgodnie z wolą Wielkiego Towarzysza i osadzeni. Tylko, że dla nich były specjalne więzienia. Czy lepsze? Pozostali, czyli niewolnicy, pospolity lud miast i wsi, oplątany siecią tajnych służb, donosicielami, strachem oraz ludzka tęsknotą za normalnością – bali się głośno wypowiadać dźwiękiem i pismem swoje myśli.

Im bliżej końca tym większe porażenie czytelnika. Po Kafce, Borowskim, Sołżenicynie, Orwellu tekst reporterki staje się przypomnieniem tego, co świat kiedyś zbagatelizował, zapomniał i nadal udaje, że nie powrotu do mechanizmów niszczenia człowieka. A przecież takie teksty powstały w tysiącach egzemplarzy, w różnych językach, zachowane są lub zostały zniszczone w archiwach.

I nic. Dalej tyle milionów ludzi, pomnych przeszłości, wyraża niemą zgodę na zniewolenie, upodlenie, zabijanie słowem, lincz medialny… Wielokropkami nie zasypie się prawdy, one po jakimś czasie zamienią się w kule, granulki trucizny, jad nienawiści oraz nietolerancji.

Ludzie bali się i dalej boją nie tylko terroru, co samotności, fałszywego oskarżenia, cierpienia, bezradności. Ludzie boją się drugiego człowieka i świata, w którym nie można już liczyć na nikogo, w którym nie jest się szczurem zapędzonym w róg piwnicy czy pokoju, w której jest się już zakrwawioną szmatą – jeszcze przed torturami.

Reporterka odwołuje się słowami opowieści Fatosa Lubonja do jego biografii, który stwierdza: Taki był mój los: siedemnaście lat więzienia. Boska komedia dla współczesnych grzeszników, którzy w kręgach kary – starali się w każdych okolicznościach (…) nadawać znaczenie i sens swojemu losowi, wychodzić mu naprzeciw, konfrontować się z nim. Nie łamać się pod ciężarem życia. Dziewięć kręgów – także przeznaczenia – wymienia w tytułowym reportażu przytoczony wyżej bohater, który o latach swego losu oraz przeznaczenia powiedział: musiałem je zaakceptować i nadać im sens.

Warto je przytoczyć, ponieważ zawsze funkcjonują w warstwie realistycznej i symbolicznej. To nie jest tak dalekie od Dantego, chociaż XX i początek XXI wieku umykają nam. Przypomnę dziewięć kręgów Małgorzaty Rejmer nie jako pytania testowe, lecz próbę ostrzeżenia: gruzowisko, izolacja, głód, zimno, ból, rozpacz, śmierć, cienie, koniec. Wszystko to dało się znieść. Piekło ma wiele kręgów.

Tylko kto dzisiaj wierzy świadkom?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s