O maskę, bez zeza, proszę Cię muzo…

0

I cóż? Obchodzimy kolejny Międzynarodowy Dzień Teatru. Po raz pięćdziesiąty piąty…

W teatrze coraz częściej jestem uczestnikiem oraz świadkiem nie katharsis, czyli oczyszczenia, lecz traumy o smaku strachu, litości, zohydzenia i niepewności. Trzeba być silnym psychicznie, aby niektóre spektakle przeżyć w sensie czasowym oraz fizycznym. Turpistyczne myślenie, że brzydkie jest piękne kiedyś czarowało, tworząc odważną wrażliwość na opis czy kreację świata.

Dzisiaj świat mediów, techniki teatralnej oraz pośpiechu informacyjnego zamienia teatr w sztukę bełkotu, ilustracji i frustracji. Najczęściej twórców, a później co wrażliwych widzów. I to jest wolność twórcza! Gorzej jeżeli ta sztuka staje się jedynie słuszną, urojeniowo wielka, świetnie kamuflująca brak wyobraźni realizatorów.

Coraz częściej kolejne realizacje, nawet na narodowych czy tak zwanych renomowanych scenach, stają się kłębowiskiem dyskotekowych pomysłów podlanych sosem wyimaginowanego intelektualizmu. Taki teatr niektórzy chcieliby nazwać może i współczesnym, nawet polskim, czy awangardowym.

Czas i publiczność też to zniesie, chociaż wynikiem są – coraz częściej – tylko wydmuszki okolone cieniem Melpomeny. Też to się zniesie, chociaż żal sytuacji, kiedy trzeba wyjść w czasie spektaklu lub podczas przerwy. Katharsis zamienia się w odwagę decyzyjną.

Cóż, to nie ma dojrzałość starcza dyktuje powyższe słowa, ale zwykle znudzenie, znużenie tak zwanymi nowoczesnymi chwytami oraz interpretacjami, których mechanizmy funkcjonują w teatrze od setek lat. Jak już naśladować to twórczo i oryginalnie, chyba że odwaga artystyczna zawarta jest w tajemnicy geniuszu realizatorów, którego zwykły lud teatralny nie jest w stanie pojąć.

Każdy artysta – spod znaku Melpomeny – ma swoje Himalaje. Gorzej jeżeli wciąż obwieszcza swe produkcje poniżej desek scenicznych, chociaż twierdzi, że to publiczność nie dorosła, nie doszła, nie zrozumiała.

Wciąż twierdzę w to, że teatr ma siłę samooczyszczenia i katharsis. Ludziom teatru tak lub podobnie myślącym oraz tworzącym, życzę – nie tylko w ich Dniu – odwagi oraz odważnych widzów.

W tegorocznym światowym orędziu Isabelle Huppert tak sfinalizowała swe rozmyślania – Teatr nas broni i chroni… Głęboko wierzę, że nas kocha… równie mocno, tak jak my go kochamy. Przypominam sobie pewnego reżysera starej daty, który każdego wieczora – przed podniesieniem kurtyny – mówił mocnym głosem w kulisach:„Miejsce dla teatru!”. Oto moje słowa na zakończenie. Dziękuję.

Przypominam, że Melpomenę przedstawiano z maską tragediową w lewej ręce, a prawą miała opartą na maczudze Heraklesa… Jakże często skutecznej…

 

 

 

 


Jedna myśl w temacie “O maskę, bez zeza, proszę Cię muzo…

  1. Szanowny Panie Profesorze! Dziękuję Panu za ten wpis. Dodam swoje trzy grosze.

    1. Widziałem w ciągu ostatniego roku 32 przedstawienia teatralne w Krakowie, Warszawie i Wilnie (oglądanych na ekranie nie liczę). Było wśród nich kilka spektakli wybitnych, kilka bardzo dobrych, kilka niezłych, kilka nijakich, kilka żenujących (nie rozumiem Garbaczewskiego, a przydarzyły mi się i Kosmos, i Wyzwolenie, nie wiem, co gorsze, pewnie Chłopi, na których też się niedługo wybiorę).

    2. Widziałem subtelne, miłosne względem tekstu inscenizacje Zadary (Lilla Weneda, Fantazy, Matka Courage, Zbójcy), widziałem realizacje wobec tekstu odważne, czasem twórczo okrutne (Płatonow Bogomołowa, Apvalytieji, czyli Cleansed Koršunovasa, Juliusz Cezar Wysockiej, Orestes Zadary) albo używające go do swoich celów (Klątwa Frljicia, Kabaret warszawski Warlikowskiego, The Call of Cthulhu Borczucha – ten spektakl to chyba najlepsze, co ostatnio w teatrze przeżyłem), albo takie, których twórcy w ogóle nie sięgali po literaturę (The Institute of Memory Larsa Jana, Jeden gest Ziemilskiego, oba przedstawienia wybitne). Bardzo różne estetyki, rozmaite style pracy i „filozofie” teatru, stosunek do słowa od nabożnego do skrajnie lekceważącego, stosunek do widza od pełnej atencji po otwarte lekceważenie i prowokacje.

    3. Wszystkie te spektakle łączy przecież coś szalenie istotnego: przyzwoicie wypełnione, pełne lub wręcz przepełnione sale. 13 kwietnia chciałem pójść na Szewców – biletów nie ma od dawna. To samo z Idiotą w Narodowym. Niektóre spektakle w warszawskim Nowym wyprzedają się w kilka dni, niektóre przedstawienia festiwalowe (krakowska Boska Komedia, Warszawskie Spotkania Teatralne, wileńskie Sirenos) w kilka godzin. Skrajny, ale jednak pouczający przykład: na 6 kwietniowych wieczorów Klątwy w Teatrze Powszechnym nie ma już biletów, na 4 spektakle majowe zostało łącznie mniej niż 50. Teatr jest ciągle ważny, ludzie – przynajmniej w tych trzech znanych mi dobrze miastach – potrzebują kultury, a nie tylko rozrywki.

    Pozdrawiam Pana serdecznie!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s